JAK UROSŁY MURY NASZEGO GIMNAZJUM

A PONAD TRZYSTU UCZNIÓW ZNALAZŁO DACH NAD GŁOWĄ

Na początku był minister Handke, dopiero później w jego umyśle zrodziło się nieodparte pragnienie gruntownego zreformowanie naszej oświaty. Pomysł zbożny, odważny, a założenia wspaniałe.

Niestety, na nieszczęście dla zawsze nieszczęśliwej oświaty pomysłowość kręgów rządowych była tak wielka, że uznano za wskazane zreformować (równolegle) służbę zdrowia i wprowadzić nowy podział administracyjny kraju.

W tej euforii zapomniano o "drobnostce", jaką są pieniądze - wszak szczęścia one nie dają, a dżentelmeni o nich nie rozmawiają.

Klapka zapadła ("Słowo się rzekło kobyłka u płota") - 1 września 1999r. to pamiętna data narodzin ukochanego dziecka reformy gimnazjum.

Nie zniknął jednak problem pieniędzy, bez których reforma nie miała szans powodzenia. W tym momencie (a może znacznie wcześniej) ktoś przypomniał sobie o sprawiedliwym zbójniku Janosiku, który odbierał bogatym, a dawał biednym. Co zapewne było efektem ciągle powtarzanych seriali telewizyjnych w tym "Janosika". Stąd nasuwa się prosty wniosek - najbezpieczniej oglądać seriale latynoamerykańskie, zasobne w różnorodność wątków, w których łatwo się pogubić, a w "zapracowanych głowach nie rodzą się dziwne pomysły. Dokonano więc inteligentnego skoku na "zasobne kasy samorządów, aby pomóc biednej i uciemiężonej oświacie pozbywając się przy okazji zbędnego budżetowego balastu - nauczycieli.

Pomysł okazał się doskonały - samorządy z zapałem zabrały się do budowy nowych szkół. Jak grzyby po deszczu zaczęły tu i ówdzie wyrastać nowe gimnazja.

W takiej atmosferze euforii i uniesienia zaczęły rosnąć mury naszego Gimnazjum. Radość Wójta była tym większa, że chcąc sprawić dzieciarni i nauczycielom frajdę musiał zaciągnąć kredyt w wysokości - bagatela - 800 tyś. złotych polskich ponieważ obiecanki Pani minister Ireny D. Okazały się przysłowiowymi "cacankami". Jaka szkoda, że Wójt nie jest szejkiem, a gmina Mała Wieś choćby maleńkim emiratem arabskim.

Wielkim grzechem było by stwierdzenie, że Ministerstwo Edukacji porzuciło swoje dziecko (ale na pewno je podrzuciło), wszakże dostaliśmy "gimbusa" (choć z twardymi siedzeniami) i "INDEKSY GIMNAZJALISTY", tudzież kilka "przydatnych" gadżetów.

Budowa gimnazjum wzbudziła też wielkie zainteresowanie, a rzec by można kontrowersje w naszej lokalnej społeczności - zdążą czy nie zdążą pobudować do września 2001 r. Na szczęście wykonawca podszedł do inwestycji bardzo solidnie i poważnie, a samorząd wraz z Wójtem docenił powagę sytuacji, dlatego ponad trzystu uczniów znalazło dach nad głową.

Po dwóch latach udręki (zarówno dla gimnazjum, jak i szkoły podstawowej) spowodowanej straszliwą ciasnotą wreszcie mamy do własnej dyspozycji piękny, przestronny, nowy budynek gimnazjum. Przykre jest tylko to, że samorząd został pozostawiony sam sobie, że nie może liczyć na pomoc władz oświatowych i przez kilka najbliższych lat będzie odczuwał skutki reformy.

POWRÓT